Holandia

W lusterku nagle zobaczyłem zbliżające się czerwone porsche. Pusta, niemiecka autostrada, Holandia już na wyciągnięcie ręki. Porsche wyprzedziło mnie z lekkością i zjechało na mój pas lekko zwalniając. Trochę zdziwiony dodałem gazu i zabrałem się za wyprzedzanie. W jakim byłem błędzie, gdy myślałem, że to mi się uda. Wskazówka osiągnęła już 160 km/h i szła w górę, gdy nagle kierowca porsche dodał gazu i ze wspaniałym rykiem silnika popędził aż po horyzont jadąc grubo ponad 200 km/h, a ja zostałem w tyle…

Podróż do Holandii okazała się niezwykle miła. Wyjazd w niedzielę to był dobry pomysł. Mały ruch, brak ciężarówek, a co najważniejsze brak korków, które w zeszłym roku zatrzymały mnie na kilka godzin. W planach kolejny raz były oczywiście tulipany, ale w tym roku udało się też sporo pojeździć za zupełnie innymi tematami. Pogoda mnie rozpieszczała. Kiedy miało świecić słońce – świeciło. Kiedy mogło padać – padało. Wszystko układało się idealnie. Dni były bardzo długie i wyczerpujące, bo mimo przesunięcia wschodu o godzinę, zachód wypadał około 21.00, więc do 22.00 dzień w dzień stałem przy aparacie.

Holandia to wspaniały kraj dla podróżnika, fotografa, turysty. Ciężko mi się jest do czegokolwiek przyczepić. Cokolwiek wytknąć, obśmiać. Wszystko było super. I ta cisza. Wszędzie gdzie byłem (poza autostradami i targiem w środku dnia) panuje niezwykła cisza. Sporą część wyjazdu mieszkałem w niewielkim hoteliku na Wyspie Kaag. Odcięta od świata szerokim kanałem, dostać się na nią można było tylko promem. To był raj. Ruch samochodów prawie zerowy. Z okna widziałem rozległe pastwiska pełne krów, wiatraki. Kilka kroków i już byłem na przystani. Wszystko mocno wymarłe, czekające na sezon. Po ilości stolików w knajpie widać ilu jest tych amatorów ciszy i spokoju, bo to zaledwie 30 km od Amsterdamu.

Spędziłem także kilka dni w Zwolle, u znajomej Renaty i Ferdynanda, którzy jak w zeszłym roku ugościli mnie po polsku w holenderskim stylu. Mogłem zasmakować tego ich spokoju po pracy, kolacji przy ogromnym oknie bez zasłon i widokiem na sąsiadów. Wielkie osiedle szeregówek, a cisza jak makiem zasiał. Jakby się umówili, że nikt nawet drzwiami nie trzaśnie.

Zwolle co wieczór pokazywało mi swoje kolejne oblicza. Pierwszy raz poszedłem o 21.30 na kawę. Pierwszy raz zobaczyłem człowieka z gazetą, siedzącego w fotelu i spokojnie patrzącego na mnie przez okno, bez grama żalu czy gniewu. Ciężko mi nie gapić się w te ich wielkie okna – przecież tam toczy się życie. W Urk, które zwiedzałem z samego rana widziałem jak kobiety w szlafrokach przygotowywały śniadania. Na Kaag widziałem rodzinę grającą na konsoli i człowieka czytającego książkę.

Urzeka mnie też organizacja dróg w tym kraju. Jest droga gdzie można jechać 80 km/h – WSZYSCY jadą 80 km/h i NIKT nie wyprzedza. W miejscowości trzeba jechać 50 km/h – WSZYSCY tak jadą. Byłem w różnych regionach – na północy, południu, w małych wioskach i wielkich miasta – wszędzie jest tak samo. Robi się zielone światło – wszyscy ruszają, a nie zajmują się szukaniem pierwszego biegu…Drogi są tak zorganizowane, że nawet wydawałoby się duże odległości nie stanowią problemu. Prawie wszędzie biegnie jakaś autostrada, albo droga szybkiego ruchu. Można wybrać też opcjonalnie boczną drogę, ale tam zazwyczaj nie da się jechać więcej niż 50 km/h.

Fenomenem nieodgadnionym dla mnie są holenderskie kwiaty i zainteresowanie turystów tym tematem. W środku tygodnia, w zwykły, kwietniowy dzień w Ogrodzie Keukenhof jest tylu zwiedzających, że czasami ciężko przejść. Z samego rana i późnym wieczorem jest luźno, ale w godzinach południowych jest to APOGEUM tłoku jaki można sobie wyobrazić. Tak samo jest w ogrodzie gdzie królują orchidee w Luttelgeest. Ludzie spacerują i podziwiają kwiaty. Całymi godzinami.

holandia

holandia

holandia

W tym roku zobaczyłem to nawet bardziej, że holendrów te kwiat zupełnie nie ruszają. Myślę o tych mieszkających wśród kwiatowych pól. Na mnie już po tygodniu kolorowe pole tulipanów nie robiło wrażenia. Z tęsknotą wyglądałem za jakąś górą, wzniesieniem – na marne… Poza wydmami na Morzem Północnym nic nie zobaczyłem.

Czy chciałbym wrócić do Holandii? Oczywiście!
Dobrze mi się w tym kraju fotografowało, podróżowało, jadło, spało. Wróciłbym najchętniej z końcem lata, albo późną jesienią. Póki co oglądałem tylko wiosenne oblicze niderlandzkich depresji, a mam takie przeczucie, że jesienią jest tam równie pięknie…

holandia

holandia

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Komentarz

Dodaj komentarz