_g161748

Najprościej byłoby odpowiedzieć, że nie udał się nam jesienny wypad na norweska północ i los padł na zimę. Nam, czyli mnie i pomysłodawcy, i kierownikowi pleneru – Łukaszowi Kuczkowskiemu. Ja w pewnym sensie stałem się „uczestnikiem”, bo Łukasz w całości przygotował wyjazd – od wybrania miejsc do zdjęć, przez noclegi po wynajęcie samochodu. Do odwiedzenia Lofotów nie trzeba fotografów zbytnio namawiać, bo zdjęcia z nich od wielu lat krążą po internecie i kuszą do wyjazdu.

Inspirujące galerie:
Daniel Kordan
Cody Duncan

Czy zima na Lofotach to dobry czas na zdjęcia?
Zdecydowanie jeden z najlepszych! Niestety pora roku niesie ze sobą pewne ograniczenia – ciężko wyruszyć na szlak, zdobyć jakiś punkt widokowy – zobaczyć Lofoty z innej perspektywy. Mieliśmy w planach kilka wędrówek, ale pogoda całkowicie pokrzyżowała nasze plany. Nie tyle śnieg, co deszcz i lód na szlakach.

Jeśli nie góry to co?
Plaże, woda i góry w tle! Ot prosta odpowiedź. Pokryte śniegiem zbocza wspaniale prezentują się z turkusową wodą i morskimi falami. W nocy królują na niebie zorze. Tematów do zdjęć jest mnóstwo! Zimowa aura na Lofotach jest nieobliczalna. Momentami wiał tak silny wiatr, że nie dało ustać się na nogach. Z całkowicie pokrytego chmurami nieba słońce na tle błękitu potrafiło pokazać się w 10 minut. Prognozy pogody (zobacz mój wpis) sprawdzały się w 60%. Zazwyczaj było trochę lepiej niż planowano, choć przejaśnienia bywały punktowe i trudne do przewidzenia. Zdecydowanie lepsza pogoda panowała w okolicach Leknes niż w Reine, gdzie najwidoczniej wysokie góry otoczone szczelnie morzem ze wszystkich stron dłużej trzymały chmury na swoich szczytach.

Całkowity zmrok zapadł już około 19.00 i praktycznie od 20.00 można było rozpocząć polowanie na zorze. To duża zaleta zimowego pleneru, choć szczytem sezonu dla chcących zobaczyć zielone niebo jest początek lutego, kiedy noc trwa bardzo długo i szanse rosną.

Dlaczego Lofoty zimą?
– wspaniałe połączenie śniegu, morskiej wody, lodu i gór
– duże prawdopodobieństwo zaobserwowania zórz polarnych
– zdecydowanie mniejszy ruch turystyczny (choć w Reine na moście o wschodzie słońca widziałem 30 statywów koło siebie)
– dobry układ światła o wschodzie i zachodzie słońca
– niestabilna i często zmieniająca się pogoda

lofoty zima
Źródło: Mapy Google

Jak dojechać?

Po mojej letniej podróży po norweskich drogach (dojechałem najdalej do miejscowości Stryn) od początku nie brałem pod uwagę podróży samochodem. Czas i koszty w połączeniu z zimowymi warunkami skierowały mnie na znalezienie odpowiedniego połączenia lotniczego. Naszym portem docelowym była miejscowość Leknes w sercu Lofotów. W tym przypadku wiązało się to z czterema przesiadkami. Z Łukaszem spotkałem się w Poznaniu skąd polecieliśmy liniami SAS do Kopenhagi, następnie do Oslo skąd odlecieliśmy do Bodo i dopiero z Bodo małym lokalnym samolotem linii Winderoe do Leknes. Podróż trwała od 6.00 do 14.30, a w drodze powrotnej od 13.30 do 0.10 kolejnego dnia.
Zimą nie braliśmy pod uwagę promu z Bodo, bo co w przypadku sztormu? Lądem z Bodo do Leknes trzeba pokonać ponad 600 km! W Norweskich zimowych warunkach czas tej podróży jest nie do przewidzenia. Niestety ostatni etap podróży mocno podniósł cenę biletu, ale zyskaliśmy większą pewność, że nawet w złych warunkach znajdziemy się już blisko wymarzonych miejsc plenerowych, a nie będziemy musieli w śnieżycy jechać z Narviku czy nie daj Boże z Bodo, gdyby prom zawiódł.

Lofoty zima

Lofoty zima

Poruszanie się po Lofotach zimą

Tuż po wylądowaniu na miejscu czekał na nas pracownik obsługi wypożyczalni Budget. Podczas rezerwacji samochodu podaje się numer lotu i dzięki temu wszystko działa bardzo sprawnie. Teoretycznie wypożyczalnie działają do 16.00 i tylko Europcar dawał możliwość odebrania samochodu w późniejszych godzinach (oczywiście za opłatą). Nam się jednak udało – dostaliśmy, uwaga, nową Mazdę 6 z napędem 4×4. Miała na liczniku 4 km, a po naszym tygodniowym plenerze przybyło jej ponad 1000 km. Pan nas poinformował, że wszystko może „śmierdzieć” nowością – od sprzęgła, przez hamulce po ogrzewanie.

Jak to poruszanie wygląda w praktyce?
Z mapy wynika, że Leknes dzieli od końca drogi w miejscowości A około 70 km. Brzmi nieźle – przejechanie tej drogi, w najlepszym momencie i przy „czarnej” drodze zajęło nam około 2 godziny (zakładając jazdę przepisową z omijaniem dziur). Drogi na Lofotach uczą pokory. Pomijam już fakt, że gdy dolecieliśmy rozpętała się całonocna śnieżyca i drogi były biało-lodowe. Jeździło się wtedy nawet lepiej niż pod koniec pleneru gdy termometr pokazywał + 10 st.C i drogi zamieniły się w płynące, dziurawe rzeki pełne dziur i kolein. Dopiero wtedy okazało się, że wiele z nich nie jest asfaltowych tylko są to zwykłe szutrowe ścieżki. Trzeba wziąć na to mocną poprawkę, bo w czasie naszego pobytu drogi, którymi początkowo „mknęliśmy” później nas spowalniały i odwrotnie. Radzę z dużym marginesem patrzeć na czas, który pokazują mapy google czy nawigacja GPS w samochodzie.

Mimo śnieżycy, lodu, a później błota nie udało się nam dojechać tylko w dwa miejsca – droga była po prostu zamknięta szlabanem i nie utrzymywana zimą. Poza tym nie było problemów, dotarliśmy wszędzie gdzie planowaliśmy. Momentami wrzucało nami w oblodzonych koleinach, ale kolce w oponach i napęd 4×4 dały sobie z tym radę. Przez cały plener tylko raz widzieliśmy zakopany samochód w zaspie, ale bardziej z winy ułańskiej fantazji pewnej „blond piękności”, która nie wiedzieć czemu chciała z parkingu wyjechać drogą inną niż wszyscy – nie udało się.

Lofoty zima

Tygodniowy plener z zaliczeniem wschodów, zachodów słońca i szukaniem zórz polarnych nabił na liczniku jak już wspomniałem ponad 1000 km. Czy to dużo? Trudno określić. Z pewnością kilometrów dodał fakt, że po zachodzie słońca jeździliśmy do Leknes coś zjeść i później wracaliśmy na zorze. Niby 20 km w jedną stronę, ale 7 takich kursów po 40 km daje już 320 km.

Stacje benzynowe są rozrzucone. Tankowaliśmy wyłącznie w Leknes (Esso i Statoil). Po drodze do A widziałem stację w Rambergu i w Reine, ale trudno określić czy są całodobowe – wydaje się, że raczej nie. W Leknes nie było z tym problemu – można tankować 24/7. Litr diesla kosztował około 12 – 13 NOK.

Większe parkingi są dobrze oznakowane. W miejscach fotograficznych zazwyczaj nie było problemu z zaparkowaniem, ale wydaje się, że latem może być z tym ciężko. Niestety w wielu miejscach nie ma fizycznej możliwości zatrzymania się – z jednej strony skały, z drugiej bariera i przepaść. Kiedy przyszły roztopy zaspy „urodziły” wiele zatoczek i zrobiło się dużo łatwiej.

Lofoty zima

Noclegi i jedzenie – Lofoty zima

Pierwotnie założyliśmy 2 noclegi w hotelach – jeden w połowie wyjazdu i drugi na koniec przed wylotem do domu. Pogoda jednak zweryfikowała szybko nasze plany. Bynajmniej to nie mróz sprawił, że wynajęliśmy domek na dłużej tylko szalona pogoda i całodzienne szaleństwo zakończone nocnymi pogoniami za zorzą. To trzeba było odespać. Już po pierwszej nocy nie żałowaliśmy decyzji, bo z zupełnie innymi siłami ruszyliśmy kolejnego dnia na wschód słońca, mimo, że spaliśmy tylko 4 godziny.

Zatrzymaliśmy się na kilka nocy w Hamnøy w Eliassen Roubuer i później może w niezbyt klimatycznie położonym miejscu, ale lekko tańszym – Hagstua – 7 km od Leknes. W obu przypadkach były to przestronne domki z wyposażoną kuchnią, salonem i wygodnymi sypialniami. Cena obejmuje koszt wynajęcia domku (możliwe jest doliczenie opłaty za sprzątanie) – z tego jak czytam i rozumiem cennik może w nim nocować bliżej nieokreślona liczba osób (pewnie w granicach rozsądku) – w obu przypadkach 2 łóżka zostawały wolne, więc przy 4 osobach cena jednostkowa mocno idzie w dół. Średnio wynajęcie takiego domku to koszt około 1000 NOK za noc (czyli 450 zł). W obu przypadkach korzystaliśmy z portalu Booking.com i obyło się bez problemów.

Z jedzeniem największym problemem był brak czasu. Poza chwilą wytchnienia w południe, kiedy późne śniadanie jeszcze mocno siedziało na żołądku, nie mieliśmy czasu na „biesiadowanie”. Kilka razy odwiedziliśmy pizzerię Peppes w centrum Leknes. Smacznie i ciepło. Klasyczna pizza to koszt około 150 NOK (70 zł). Korzystając z bliskości restauracji w Eliassen Roubuer wybraliśmy się pewnego deszczowego wieczoru na „rybę i piwo” do restauracji Krambua – wszystko przepyszne i gustownie podane. Obsługuje i poleca dania sam szef kuchni. Danie główne (świeża ryba) to wydatek około 300 NOK (140 zł) a „piwko” 80 NOK (37 zł). Niestety albo nie udało się nam odnaleźć innych miejsc, albo ich po prostu nie ma – z pewnością nie rzucają się w oczy. Często zadowalaliśmy się przekąską na stacji w Leknes lub Reine – hotdog z napojem to wydatek rzędu 60 NOK (30 zł). Miłośnikom prawdziwej kawy mogę polecić Huset Kafé w Leknes.

W ciągu dnia często ratowaliśmy się kuchenką i liofilizatami firmy MX3 Adventure Food kupionymi w Polsce w sklepie 8a.pl. Szczególnie przypasowały mi „śniadania” – do umycia po takim sytym daniu jest jedynie łyżka. Idealne rozwiązanie, żeby nie tracić czasu po pierwsze na szukanie knajpy, później na zamawianie, jedzenie, płacenie itd…

Lofoty zima

Supermarkety znajdują się w Leknes, Rambergu i Reine. Doskonale zaopatrzone w lokalne produkty rybne!

Praktycznie

Praktycznie wystarczy zabrać kartę kredytową i jechać! Na miejscu gotówka (korony norweskie) praktycznie przez cały wyjazd nie były nam potrzebne. Wszędzie można płacić kartą.
Z porozumiewaniem się nie ma problemu – wszędzie można dogadać się po angielsku. Wszystko co konieczne i ważne jest dobrze oznakowane. Jedynym problemem był znaki drogowe „uwaga” i pod spodem kilka norweskich słów… uważaliśmy zatem BARDZO i na WSZYSTKO.
Do centrum turystycznego w Reine ostatecznie nie dotarliśmy. Odwiedziliśmy punkt INFO w Leknes, który mieści się w sklepie z oświetleniem 😉 Jest tam stoisko z mapami i Panią, która udziela informacji.
Z zasięgiem telefonicznym nie było problemu. Sieć oferowała w większości miejsc internet w doskonałej prędkości. W wielu miejscach w centrum Leknes można skorzystać z niezabezpieczonej hasłem sieci WiFi.

Przydatne linki – Lofoty zima:

SAS – linia lotnicza, lot do Bodo lub Narviku
Winderoe – linia lotnicza, lot do Leknes z Bodo
Budget – wypożyczalnia samochodu

Eliassen Roubuer – nocleg w okolicach Reine
Hagstua – nocleg w okolicach Leknes

Pizzeria Peppes (Leknes)
Huset Kafé
Krambua

Lofoty zima

Komentarz

Dodaj komentarz