Ponidzie – niezwykła kraina

Większość moich tekstów powstaje na papierze, żeby po czasie trafić do komputera. Słowa napisane odręcznie brzmią inaczej. Zapisuję różne notatki w specjalnym notesie, czasem na odwrocie paragonu czy biletu kolejowego. Są takie ważne myśli czy spostrzeżenia, którym nie pozwalam przeminąć. Nauczyłem się tego od mistrza reportażu podróżniczego – Arkadego Fiedlera, który napisał kiedyś, że lepsze jest jedno zdanie napisane „tam” niż kilka stron opisu „tu” po powrocie.
Pierwszy raz odkąd opisuję swoje plenery mam problem – nie wiem co napisać o Ponidziu. Mógłbym napisać, że jest piękne, ale wiem z doświadczenia, że tekst bez treści jest jak śliwka bez pestki. Gdybym siedział przed komputerem, a nie w ogrodzie piwnym we Freisingu, mógłbym w Internecie znaleźć sporo informacji o tej krainie położonej…no właśnie gdzie? Z głowy i bez mapy mogę powiedzieć, że poniżej Kielc, a powyżej Krakowa, ale bardziej na wschód w stronę…nie mam pojęcia jakiego miasta. Z geografii nie kojarzę tej nazwy, z historią też nie wiążę Ponidzia. Wydaje mi się, że w telewizji nigdy nie słyszałem tej nazwy. Wiem zatem niewiele. Czuję spory głód wiedzy, który zaspokoję w domu. Dlaczego nie przed napisaniem tekstu? Nie lubię się sugerować, przepisywać i powielać informacji. Jest lepiej kiedy popieram praktykę teorią, ale cóż…tym razem to po prostu niemożliwe.






Jakie jest Ponidzie, które poznałem? To ciekawa mieszanka Moraw, Toskanii, Podlasia i Roztocza. Niewielki kawałek ziemi łączy w sobie wiele przeciwieństw. Bezleśne tereny, ciągnące się po horyzont pola. Rozsiane po wzgórzach i wąwozach wioski bez nazw. Ukryte wśród pól posiadłości, relikty gierkowskiej epoki krytej eternitem.

Byłem na Ponidziu kilka razy. Zawsze z Przemkiem Krukiem, który odkrył dla fotografii to miejsce. Nie boję się tak napisać, bo poza grodziskiem w Stradowie, gdzie dotarła Kielecka Szkoła Krajobrazu nie widziałem zdjęć z Ponidzia. Podziwiam Przemka za wytrwałość i cierpliwość w szukaniu tych miejsc. Jak to wygląda w praktyce? Jedziemy mijając setki skrętów w pola, po czym Przemek zjeżdża w 105 zjazd, skręca po 500 metrach w lewo, później za gruszą w prawo i jesteśmy na miejscu. Z jego opowieści wiem, że wcześniej wjechał w te 104 wcześniejsze wjazdy, tylko po to, żeby zawrócić. Gdybym miał być szczery, to sam nie trafiłbym nawet teraz drugi raz w te miejsca. Nie chodzi tu nawet o nieodpowiedni samochód, ale o pajęczą sieć dróg, ścieżek, ścieżynek…

Może mało fotograficznego i romantycznego pietyzmu w takim jeżdżeniu, ale dzięki temu za jednym razem można zobaczyć wszystkie miejsca jednocześnie. Myślę, że ta cała pętla jaką robimy to około 50 km. To tylko niewielki fragment całości.

Ponidzie to idealne miejsce dla kogoś ciekawego. Co jest za ta górą? Co za tym zakrętem? Mało znana kraina pachnąca obornikiem, usłana łanami zbóż fascynuje od pierwszego wejrzenia. Nie ma tu knajp, agroturystki na każdym kroku i całej otoczki turystycznej. To po prostu pola, pola, czasem dom, czasem kępa drzew, pola, pola, dom…

Od Moraw różnic się ten teren tym, że pola mają tu pierwiastek ludzki. W tle widać domy, drogi. To przypomina trochę toskańskie winnice, ale tym widokom bliżej do podlaskiego końca świata. Ma to pewien urok, bo ludzie tam po prostu żyją, od pokoleń przywiązaniu do ziemi. Trudno dostrzec też nieuprawiane skrawki pól, co cieszy i wróży długą przyszłość dla tego krajobrazu. Trzydzieści lat temu tak wyglądały okolice Kielc, które znam ze zdjęć Pierścińskiego czy Piątka. Dziś królują tam wille, nieużytki i brzozowe młodniki. Człowiek, co ciekawe przez swoją bezczynność, odebrał tam pejzażom to co na Ponidziu można spotkać co krok.

Ponidzie

Ponidzie

Urzeka prostotą i tajemniczością. Nie podaje na tacy swoich skarbów jak Giewont w Zakopanem, tylko każe się szukać. Nie ma dwóch podobnych widoków. Krajobraz bije świeżością spojrzenia. Pejzaże nieznane, niepowielane. Sklepy rodem z PRLu i ludzie pytający fotografa czy nową drogę wytycza. Bo jak zrozumieć to, że ktoś fotografuje ziemię? Zaorane czy obsiane paski. Falujące pola. Piękno w niczym. Ponidzie!

Ponidzie

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!





Komentarz

Dodaj komentarz