Przedwiośnie na Podlasiu

Minęła długa chwila zanim udało mi się skręcić w lewo. Opuściłem zatłoczoną krajową ósemkę i szybko ruszyłem w kierunku Narwi i Biebrzy. Do zachodu słońca miałem niecałą godzinę. Powoli po obu stronach drogi zaczynały się rzeczne rozlewiska. Droga była pusta. Uchyliłem lekko okno. Wnętrze samochodu wypełniło się rześkim powietrzem. W oddali usłyszałem krzyczące żurawie. Czy wiosna zawitała już na dobre?

Przedwiośnie na Podlasiu

Na zachód słońca zdążyłem idealnie. Zaparkowałem u podnóża wzniesienia w Górze Strękowej i pobiegłem na szczyt. Cóż za widok! Ciągnące się po horyzont rozlewiska. Gdzieniegdzie jeszcze lód przypominał o zimie. Powietrze mimo wyraźnego wieczornego chłodu było już iście wiosenne. Słońce leniwie, jakby od niechcenia opuściło podlaską krainę. Momentalnie zrobiło się zimno.

Noc była spokojna. Gwieździste niebo nad Wizną. Ciepły kapuśniak i szum rozmów z podlaskim akcentem w barze „U Dany”. Czekała mnie krótka noc. Przyjechałem na tyle późno, że miejsca na wschód słońca mogłem szukać dopiero rano. Ledwo się położyłem, a budzik wyrwał mnie ze snu. Lekko przed 5 nad ranem wypiłem mocną kawę i widząc lekką poświatę po wschodniej stronie nieba ruszyłem na rekonesans. Wydawać by się mogło, że świat jeszcze śpi. Zaskoczył mnie duży ruch na drodze Łomża – Białystok. Przejechałem nią może z 300 metrów i skręciłem na Burzyn. Tu zapanowała cisza. Robiło się coraz widniej. Droga była pokryta cienką warstwą szronu. Jechałem powoli bacznie obserwując prawą stronę. Zatrzymałem się przy wieży widokowej w Burzynie. Jest to bardzo znany widok. Jednak ma coś w sobie. Ta uderzająca przestrzeń. Zrobiło się na tyle widno, że zrobiłem jedno zdjęcie i pojechałem dalej.

Przedwiośnie na Podlasiu

Odjechałem kilkaset metrów. Założyłem kalosze i poszedłem w kierunku rzeki. Zmrożona ziemia trzeszczała pod moim stopami. Zatrzymałem się. Na zegarku tyle co minęła 6 godzina. Zamknąłem oczy. Ze wszystkich stron ogarnęła mnie cisza i świeżość tego poranka. Nie musiałem się spieszyć. Cierpliwie czekałem, aż za wierzbami pojawi się słońce. Nad moją głową co jakiś czas przelatywały gęsi. Powietrze nagle rozbrzmiało niczym cięte nożem. Dwa piękne żurawie przeleciały tuż ponad moją głową. Skrywała mnie na ciemnej ziemi resztka nocy. Stałem w bezruchu i podziwiałem ten spektakl. Za liną drzew z uśmiechem pojawiło się słońce.

Z jednej strony za plecami jeszcze zima, a przed oczami wiosna. Zimowe przedwiośnie. Czuło się w każdym drgnieniu wody, że szala zwycięstwa przechyla się w stronę wiosny. Miejscami gruby lód nie dawał za wygraną. Poranki i wieczory były chłodne. Chwile spędzone w lesie też dawały znać, że to jeszcze luty.
Przemierzyłem cały brzeg Biebrzy od Brzostowa do Sieburczyna. Miejscami w ciągu dnia drogi robiły się bardzo grząskie. Na podwórkach rozpoczynały się wiosenne porządki. Dokładnie na mapie zaznaczałem miejsca, które będę chciał odwiedzić latem, albo jesienią.

Przedwiośnie na Podlasiu

Przedwiośnie na Podlasiu

Żółwim tempem przejechałem Carską Drogę wypatrując łosi. Skończyło się na fotografowaniu lasu i resztek lodu. Po remoncie tej drogi przejazd nią z prędkością 30 km/h to prawdziwa przyjemność i nie jest to już slalom gigant jak przed laty. Minusem tego są pędzący na złamanie karku kurierzy, dostawcy i tak zwana ludność tubylcza. Oni nie zwracają uwagi na piękne okoliczności przyrody.

Dni mijały bez pośpiechu. Niebo zasnuło się wysokimi chmurami. Brakowało światła. Postanowiłem wracać. Przed Wyszkowem zmieniłem plany. Skręciłem i udałem się nad Bug. Wyjechałem z zasięgu ciężkich chmur. Na niebie królowało słońce. Zrobiło się naprawdę ciepło. Na brzegu rzeki leżały niczym śnieżne wraki ogromne płaty kry. Szybko się przebrałem i ruszyłem fotografować.

Przedwiośnie na Podlasiu

Przedwiośnie na Podlasiu

Słońce wisiało coraz niżej nad horyzontem. Z oddali dobiegało piskliwe poszczekiwanie psów. Przez ponad dwie godziny nie zobaczyłem żywego ducha. Dochodziły do mnie różne odgłosy życia, ale poza tym nic nie widziałem. Siadłem na chwilę na wielkim płacie lodu. Metr ode mnie płynął Bug. Naszły mnie różne wspomnienia i myśli, które uporządkowała cisza tylko kilku minionych dni. Szum rzeki uspokoił mnie jeszcze bardziej. Czas płynął nieubłaganie i musiałem zacząć wracać. Po chwili byłem już w Warszawie. Wpadłem w ten cały kocioł, pośpiech. Byłem jednak obok tego. Wyłączyłem radio i jak najdłużej chciałem mieć w uszach szum Bugu. Słyszeć dobiegające z oddali głosy gęsi…

Przedwiośnie na Podlasiu

 

Komentarz

Dodaj komentarz