_mg_2699

Sudety we wrześniu

Dzięki Bogu już wrzesień. Jak co roku wakacje to czas kiedy mało podróżuję. Głównie dlatego, że przyroda jest w bardzo dziwnym stadium, a wszystkie ciekawe miejsca zalane są całą masą ludzi. Wolę wtedy szukać tematów blisko domu i więcej czasu poświęcić na planowanie jesiennych plenerów. Tym razem bardzo mocno przysiadłem do planowania. Z kilkoma modyfikacjami plan udało się zrealizować w całości…

Wyjeżdżam z domu w słoneczny środowy poranek. Drogi lekko zatłoczone, ale bez większych problemów udaje mi się dojechać do Dusznik Zdroju. Tam szybko skręciłem w kierunku Karłowa, bo chciałem zdążyć na godzinę 12.00 na wjazd do Błędnych Skał. Gdybym się spóźnił byłbym godzinę do tyłu…dojechałem jednak w momencie gdy tuż za mną szlaban się zamknął, a ja krętą i dziurawą drogą ruszyłem do góry. Zaoszczędziłem ponad 2 godziny marszu i cudem zdążyłem na pochmurną pogodę, która była mi tak potrzebna…

Wjazd do Błędnych Skał (od maja do października) jest płatny. Wjeżdża się praktycznie pod samo wejście do skalnego labiryntu.  Można też zaparkować na dole i iść do góry, ale nawet szybkim krokiem zajmie to około godzinę w jedną stronę. Opcją jest też przejście z Lisiej Przełęczy, ale na wszystko trzeba poświęcić czas. Wjeżdżając samochodem na miejscu jestem po 10 minutach. Droga jest niestety mocno dziurawa i jak na płatną drogę jest to bardzo dziwne…

Na miejscu spory ruch. Parking mieści około 60 samochodów, w każdym przyjeżdżają średnio 2 osoby, więc w labiryntach było dosyć tłoczno. Szlak jest jednokierunkowy, więc z powrotem idzie się przez las. Przejście przez Błędne Skały nie jest banalnie łatwe. Sporo tam miejsc bardzo ciasnych. Idąc z plecakiem i statywem często musiałem najpierw przeciągać plecak i wracać się po statyw. Podesty są mocno zniszczone, a szlaki błotniste.

Fotograficznie miejsce ma duży potencjał. Panuje tam jednak ogromny bałagan – barierki, podesty, luźno leżące deski, śmieci… Do zdjęcia sama układa się Kurza Stopka. Najlepiej wybrać się w tam pochmurny, mglisty dzień. Fajnie musi tam być też w mroźny dzień, ale z tego co pamiętam jak byłem tam w 2009 roku w styczniu to miejscami musiałem się czołgać, bo korytarze były mocno zasypane śniegiem i skute lodem…

Zjazd odbywa się o 30 minut po pełnej godzinie. Po 2 godzinach zjeżdżałem na dół udając się dalej do Czech…

Na granicy wymieniłem pieniądze i ruszyłem do Teplickich Skał. Z tymi pieniędzmi kiedyś miałem problem, więc teraz za każdym razem wymieniam, bo zdarzyło mi się, że nie chcieli wpuścić mnie na parking bez opłaty w złotówkach 200% większej niż w koronach. Czekało mnie szukanie noclegu. Założyłem sobie, że maksymalnie mogę zapłacić 400 koron za noc. W pierwszym pensjonacie usłyszałem 600, a w kolejnym 850 koron. Pojechałem dalej i twardo na wejściu mówię – za 400 koron wchodzę od razu i udało się. Wybrałem hotel Orlik tuż przy samym wejściu do Teplickich Skał. Warunki świetne, jak na nocleg za około 70 zł. Na dole świetna restauracja. Jedzenie przepyszne!

Zostawiłem rzeczy i szybkim krokiem ruszyłem w Teplickie Skały. Początkowo idzie się po górę. Po około 10 minutach zaczynają się skalne atrakcje. Drogowskazy kierują wzrok w odpowiednią stronę. Czasami nazwy są mocno naciągane, ale niektóre kształty można bez problemu rozpoznać. Do pierwszych atrakcji zalicza się panorama na którą prowadzi około 300 schodów.

Ja poszedłem dalej, żeby przejść całą trasę wśród skał zanim zajdzie słońce. Po 17 zrobiło się już całkiem pusto i fotografowało się spokojnie. Nikt nie przeszkadzał, a naświetlanie na długich czasach nie było problemem. W skałach można fotografować szerokim kątem albo teleobiektywem. Warto obejść całość dwa razy z różnymi ogniskowymi… Słońce zaszło i ruszyłem do hotelu. Wracałem około 40 minut. Na miejscu zjadłem przepyszną kolację, wypiłem dobre piwo i nawet nie stresując się przy zamawianiu zapłaciłem około 30 zł z napiwkiem. W hotelu głównie nocowali Niemcy i dwójka Polaków. Ja szybko zasypiam, bo wstaję na wschód słońca…




Budzik wyrwa mnie ze snu tuż przed 5.00. Spakowałem się wieczorem, więc tylko zabieram rzeczy i po cichu idę do samochodu. Czujni Niemcy i tak się budzą i patrzą przez okna jak pakuję się do samochodu (może bali się, że wyszedłem wyrwać radia z ich mercedesów…?). Dookoła gęsta mgła. Bez pasów na jezdni ciężko się jedzie. Po chwili docieram jeszcze w ciemnościach na parking w Adrspachu. Poza mną  był tam tylko czeski kamper. Zabieram rzeczy i w lekkiej szarówce ruszam w kierunku skał. Dochodzę do torów kolejowych i idę nimi na zachód w kierunku szerokiej polany. Mgła spowiła wszystko. Robi się na tyle widno, że zaczynam fotografować. Kręcę się po wielu miejscach.
Fotograficznie we mgle jest to raj. Miejsce mocno zatłoczone w ciągu dnia przed świtem wypełnia jedynie echo moich kroków. Trzepot ptasich skrzydłem od czasu do czasu wprowadza życie w ten pozornie martwy skalny świat. Na dłużej zatrzymuję się nad jeziorkiem. Czekam aż mgła się podniesie i z daleka podziwiam odważną kobietę, która zażywała porannej kąpieli w lodowatej wodzie…Po 8.00 zaczynają pojawiać się pierwsi turyści, a ja zbieram się w dalszą podróż. Na parkingu jem szybkie śniadanie. W tym czasie mgła podnosi się i wracam jeszcze na chwilę na polanę. Fotografuję w cudownym zapachu świeżo skoszonej trawy. Tuż obok mnie jeździ ogromna kosiarka, także prawie nie słyszę własnych myśli…

Po ostrych zakrętach zjeżdżam na dół i kieruję się do Trutnova i dalej na Lubawkę, skąd jadę przez przełęcz Kowarską do Karpacza. Przy hotelu Piecuch parkuję samochód i idę na kolejkę na Kopę. Czeka mnie noc spędzona w Domu Śląskim pod Śnieżką. Nie znam innego strzeżonego parkingu w pobliżu kolejki. Parkowanie pod Piecuchem od kilku lat kosztuje tyle samo – 15 zł za dobę. Do kolejki na Kopę idzie się około 10 minut.

Na Kopie sporo ludzi. Szlak w kierunku Domu Śląskiego też zatłoczony, ale nie jest to już wakacyjny szał. W schronisku pusto. Warunki… bez komentarza, ale następnym razem będę spał za jedyne 10 zł drożej po czeskiej stronie… Najbardziej w polskich schroniskach wkurzają mnie ceny – 1,5 litra wody gazowanej – 8,50 zł, piwo w puszce 8 zł. Obiad i kolacja bez szaleństw to minimum 50 zł, a szału jakiegoś wielkiego nie ma jeśli chodzi o ilość i jakość. Brak konkurencji jednak pozwala na takie kozackie ceny… W pokoju brudno, pościel…no taka, że spałem w ubraniach.  Dobrze, że to tylko jedna noc…

Po obiedzie poszedłem w kierunku Lucni Bouda. Trochę zszedłem ze szlaku na torfowisko i szukałem miejsca do ujęcia Śnieżki odbitej w małym jeziorku. Muszę powtórzyć ten plener na wiosnę i koniecznie zabrać ze sobą kalosze… Po kolacji szybko kładę się spać. Pobudka o 4.30.

Budzę się w całkowitych ciemnościach. Zabieram rzeczy i schodzę na dół. Mimo, że chcę zrobić to po cichu to jednak schody skrzypią, drzwi ciężko się zamykają…Wychodzę na zewnątrz bocznymi drzwiami, które zatrzaskuje. Zostaje tylko karkonoska noc i ja. Do przejścia około godzinę do kotła Wielkiego Stawu. W dole widzę światła Karpacza. Idę szybkim krokiem, więc mimo zimnej nocy jest mi ciepło. Po drodze, co dziwne spotykam trzy wędrujące osoby… Na miejsce docieram już o brzasku. Trochę trudzę się przy znalezieniu odpowiedniej ścieżki. Wpadam nogą w błoto do kolana, więc resztę poranka przejdę w mokrym bucie… Przechodząc przez kosodrzewinę usłyszałem ruch… Podniosłem głowę i nagle zobaczyłem WIELKIEGO JELENIA – chyba oboje w tym momencie zes…śmy się ze strachu 😉 Odszedł pospiesznie w swoją stronę, a ja chwilę odczekałem, żeby go nie stresować. Na miejsce dotarłem przed czasem. Przebrałem się i czekałem na odpowiednie światło. Po zdjęciach poszedłem na śniadanie na Słonecznik. Zrobiłem kilka zdjęć i przez Pielgrzymy zacząłem zejście do samochodu. Zrobiło się upalnie. Po drodze spotykałem coraz więcej ludzi…

Przy aucie byłem o 10. Była bardzo gorąco. Do przejechania miałem 30 km do Szklarskiej Poręby. Znalazłem nocleg w idealnym miejscu, w dobrej cenie. Zatrzymałem się 5 minut drogi spacerkiem od dolnej stacji kolejki na Szrenicę na ul. Turystycznej w pensjonacie TRANS. Warunki świetne. Pokój duży i przestronny. Rano pyszne śniadanie. Obsługa mocno zaangażowana w pomoc gościom.

sudety

Po szybkim obiedzie ruszyłem do kolejnego punktu – Pańskiej Skały w okolicach Kamienickiego Szeniowa w Czechach. Niby jest to tylko 110 km, ale jedzie się prawie 2 godziny. Droga jest mocno skomplikowana jeśli chce się ominąć 6 km płatnej autostrady. Dotarłem na miejsce tuż przed 16. W pobliżu skały znajduje się duży parking, płatny od 9 do 17. Z tego co zdołałem wyczytać płaci się 20 koron za każde 15 minut. Po 17 jednak szlaban jest otwarty, a fotograficznie Pańska Skała jest tematem na zachód słońca, więc można obyć się bez opłaty. Czym jest ten piękny skalny twór? Jest to wspaniała wychodnia bazaltowa powstała miliony lat temu. Najprościej mówiąc jest to zastygła po ziemią lawa, która nie wydostała się na zewnątrz wulkanu, ale na skutek działania czynników zewnętrznych została odsłonięta. U podnóża skały znajduje się niewielkie jeziorko powstałe podczas wydobywania bazaltu, które zakończyło się w tym miejscu dopiero w 1953 roku. Nie ukrywam, że skała lepiej wygląda na zdjęciu niż w rzeczywistości. Dookoła jest pełno zabudowań i ścieżka łącząca dwie części miejscowości. Mimo wszystko warto się tam zatrzymać. Problemem jest to, że nijak to jest po drodze. Trzeba po prostu jechać tam specjalnie…
Wracając kilka razy mylę drogę. W jednym miejscu trafiam na trzy ronda i przez 20 minut próbuję jakoś sensownie z nich zjechać… Do Szklarskiej Poręby wracam dopiero koło 21.00. Szybko spać, bo w planach kolejny ciężki dzień…




Pyszne śniadanie i szybko na kolejkę. Z moim szczęściem trafiłem na 100 osób i musiałem czekać w kolejce. Jedno co mi się udało, to że kupiłem bilet dzień wcześniej. Jedzie się z jedną przesiadką około 30 minut. Po drodze trzeba jeszcze kupić bilet na wejście do Parku Narodowego. Na górze szybko przemieściłem się obok schroniska w kierunku Trzech Świnek i dalej w stronę Łabskiego Szczytu. Skręciłem jednak na źródła Łaby i zszedłem do Łabskiej Boudy. W spokoju delektowałem się czeskim piwem i poszedłem nad Wodospad Panczawski. Miejsce piękne, ale…na wschód słońca. Wiosenny wschód słońca. Można spać w Łabskiej Boudzie, bo dzieli ją od wodospadu jedynie 15 minut spaceru. Z góry pięknie widać też zakola Łaby.

Miejsce to jest tłumnie odwiedzane przez Czechów. Koło południa zrobiło się naprawdę ciasno. Zacząłem wracać mijając źródła Łaby i dalej poszedłem na Śnieżne Kotły. Wracając szukałem miejsca na zachód przy Trzech Świnkach, ale okazało się, że nic z tego. Zjadłem średniosmaczną kolację w Voseckiej Boudzie i poszedłem na zbocza Szrenicy do skał zwanych „Końskie Łby”. Kiedyś prowadził tam czarny szlak. Teraz trzeba na dziko przedzierać się przez kosodrzewinę. Piękne i spokojne miejsce. Słyszałem jedynie wiatr muskający skały.

Zewsząd otulała mnie cisza zachodzącego słońca, aż tu nagle głos:
– Jezus wraca na ziemię, chce Pan gazetkę? – ktoś wyłazi z kosodrzewiny i woła do mnie z daleka
– Wiem, że wraca, cieszę się… – odpowiedziałem

Gościu próbował podjąć dialog, ale nie miałem ochoty na gadkę z sekciarzem, więc szybko go spławiłem. Słońce powoli pomalowało skały na złoto. Słońce zachodziło za moimi plecami, a ostatnie promyczki delikatnie muskały surowe Końskie Łby.

sudety

Około 20.00 zacząłem schodzić. W schronisku na Hali Szrenickiej delektowałem się ostatnim tego dnia piwem podziwiając niknący dzień i słuchając dziwnych rozmów, które snuły się przed schroniskiem i ruszyłem sam na szlak. Schodziłem już w całkowitych ciemnościach. Do wodospadu Kamieńczyka szedłem 30 minut i dalej kolejne 30 minut do pensjonatu. W lesie lekko pomyliłem drogę. Pierwsze promienie latarni zwiastowały bliski koniec zejścia. Wróciłem do pokoju po 21.00 i padłem na łóżko…

Wyjazd oceniam bardzo pozytywnie. Wiele miejsc odkryłem i będę chciał w nie wrócić w lepszych warunkach. Czeskie Karkonosze mają naprawdę wiele do zaoferowania. Podoba mi się coraz bardziej klimat tego kraju. Ten język, który niby jest zrozumiały, a jednak ciężko się dogadać. Będę w te miejsca wracał. Tak pięknie słychać w nich wiatr…

sudety

Przydatne linki:
Błędne Skały
Teplickie Skalne Miasto
Adrspach
Karkonoski Park Narodowy
Czeski Karkonoski Park Narodowy
Pańska Skała

Schroniska:
Lucni Bouda
Łabska Bouda
Vosecka Bouda
Dom Śląski pod Śnieżką
Schronisko na Hali Szernickiej

Hotele:
Hotel Orlik w Teplicach
Pensjonat Trans w Szklarskiej Porębie

Kolejki:
Kolejka na Kopę
Kolejka na Szrenicę

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!





Komentarz

Dodaj komentarz