o wycince drzew

Po pierwsze na początku rozczaruję wszystkich, którzy liczą, że dołączę do zwolenników lub przeciwników wycinki drzew. Po drugie chcę podzielić się własnymi przemyśleniami do których jak mi się zdaje mam prawo, a z którymi kto chce ma prawo się nie zgodzić. Do napisania tego krótkiego tekstu przekonało mnie to co dzieje się na mojej fejsbukowej ścianie, która stała się w ostatnich dniach jednym wielkim zbiorowiskiem pni i drewna. Oglądając to czym żyje teraz pół Polski mam wrażenie, że nagle zaczęliśmy dostrzegać to co umykało uwadze przez lata. Czy siekiery i piły dopuszczono do sprzedaży dopiero teraz?

Drzewa nie są wieczne. Są piękne. Żyją. Wieczne jednak nie są i nigdy nie będą. Od wieków kończą swój los trafiane piorunem czy łamane wiatrem. Natura jakby sama dba o siebie. Nasza cywilizacja jednak w dość podstępny sposób zapragnęła nad naturą panować. Za daleko było nam do podmiejskich lasów, więc rozpoczęliśmy erę „parków” i sadzenia drzew w miejscach w których mieszkamy. Na naszych oczach rosną piękne drzewa, dają cień, a jesienią złote liście. Kiedy jednak urosną zbyt wysoko (np. topole) stają się dla nas zagrożeniem. Czy jednak one są temu winne? Czy to raczej fantazja sadzącego wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem? Żyjemy szybko, a to co będzie za 30 lat jakby nas nie dotyczy.

Park w Monachium
Park Mużakowski

Zastanówmy się chwilę nad przykładem z Warszawy, z ulicy Nowogrodzkiej. Pomijam czy prawnie czy bezprawnie. Ktoś pewnie tuż po wojnie posadził tam drzewa, stworzył skwer, zaprojektował część miasta. Super. Minęło jednak pokolenie, świat się zmienił i projekt przestał funkcjonować. W mieście potrzebne są parkingi, biura i wszystko co dla miasta jest naturalne. To nie my wybudowaliśmy Warszawę w lesie! To my stworzyliśmy kawałki lasu w mieście. Świat zmienia się na naszych oczach, a co dopiero dziwić się, że zmieniła się pewna koncepcja sprzed wielu lat. Nie bronię tu drwala z siekierą, który wyciął drzewa, ale większym problemem moim zdaniem jest nasza samolubność zaślepiona krótkowzrocznością. Sadzimy drzewa, które wg. encyklopedii PWN osiągają wysokość 20 metrów przy 10 metrowych budynkach i sami kręcimy sobie sznur na szyję. Kiedy przecież będzie trzeba je ściąć!

o wycince drzew

Czy zatem drzewa mają swoje miejsce tylko w lesie?
Oglądając filmy czy zdjęcia z różnych zakątków świata odnoszę wrażenie, że „zachód” sobie z tym poradził. Mają piękne parki, tereny leśne dookoła miast. Jednak w centrach miast od dawna nie ma drzew, bo podążając za logiką rozwoju trzeba stwierdzić, że to nie jest środowisko i miejsce dla nich. Otwarte i przewidujące umysły projektują dzisiaj przestrzeń tak, żeby funkcjonowała dobrze za wiele lat, a co najważniejsze mogła się rozwijać. Czy jeszcze 30 lat temu ktoś pomyślał, że Warszawa będzie wyglądała tak jak dzisiaj?

A co z drogami obsadzonymi drzewami?
Ano 100 lat temu po Mazurach poruszały się bryczki i gdyby nie liście na drzewach to by woźnicy za gorąco było. Przecież te przepiękne aleje nie powstały w czasach samochodów! Nikt wtedy nie zakładał, że po tych dróżkach poruszać będą się 40 tonowe ciężarówki wyprzedzające szkolne autobusy. Czy dzisiaj każdą autostradę obsadza się drzewami? Nie! Widać, ktoś wyciągnął wnioski. Jest mi zatem z jednej strony żal tych pięknych alei, ale z drugiej strony od uderzeń w te drzewa giną ludzie i te drzewa zaczynają nam zagrażać. Sami ukręciliśmy ten bat na siebie. Zapewniam każdego, że drzewa same z siebie nie rosą w szpalerach przy drogach – to ludzie zgotowali drzewom ten los. Nie można zatem egoistycznie patrzeć jadąc raz do roku podczas wakacji przez Mazury na piękne drogi, zapominając o codzienności. Moim zdaniem warto z najpiękniejsze ochronić, wyłączyć z ruchu, pozostawić dla przyszłych pokoleń, a resztę dostosować do realiów XXI wieku.

o wycince drzew

Moim zdaniem cały ten „problem” bazuje na ludzkich emocjach. Łatwo używać sloganów i obrazkami, które każdego roku są takie same wywoływać burzę w szklance wody. Czy myślicie, że wycinka drzew w Polsce rozpoczęła się w lutym 2017 roku? Nie! Odkąd pamiętam w tym okresie na całej Jurze po której wędrowałem przed laty słychać było piły i siekiery. To są prace sezonowe i nie ma tu zbyt wielkiej filozofii. Zapewniam Was, że żadne prawo nie powstrzyma rolnika na zapadłej wsi przed wycięciem drzewa, które mu przeszkadza, albo nie jest potrzebne.
Ciekawi mnie jednak fakt, że tak rozmiłowani w wolności wszelakiej nie piejemy ze złości nad tym, że na własnej ziemi nie możemy robić tego co się nam podoba. Chętnie oceniamy zachowanie właściciela z Nowogrodzkiej czy sąsiada, który wyciął starą lipę, ale czy to nie jest jednak tak, że to ICH teren i co NAS to interesuje co oni tam robią? Czy dobieramy IM kolor płytek w mieszkaniu? Nie bronię tu znowu drwali, a raczej zdrowego rozsądku.

Nie poruszam wcale wątku gospodarki leśnej, handlu drewnem i tego na ile potrzebujemy i na ile lubimy produkty z drewna, nie lubiąc nawet wycinki drzew. Zapewne wiele hejtu na ten temat powstaje właśnie na dębowych stołach i sosnowych podłogach…

o wycince drzew

Kończąc chciałbym podkreślić, że jestem za bardzo dalekowzroczną gospodarką zieleni na terenach miejskich. Wnioskowałbym też o stworzenie w każdym mieście enklawy zieleni dla przyszłych pokoleń (np. park) i rozbudowie ścieżek rowerowych prowadzących z miasta do lasu.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Komentarz

Dodaj komentarz